niedziela, 20 sierpnia 2023

Żebyś ty chmielu na tyczki nie lazł...

 No ale gdyby nie lazł nie byłoby piwa, a gdyby nie było piwa nie byłoby Chmielaków.

Tak więc pojechaliśmy na Chmielaki, właściwie głównie po to, żeby towarzyszyć i obfotografować kolegę Mariusza, który biegł w Półmaratonie Chmielakowym.

Krasnystaw przywitał nas takim widokiem. 

oraz smętymi karpiami - herbem miasta.
A przy  wejściu na stadion, w środku upalnego lata smutna choinka czekająca, jako i my czekamy, na chłodniejsze dni.







Taki piękny numer wylosował się naszemu biegaczowi







Rozgrzewka

Młode pokolenie bierze przykład












Do startu gotowi!

I polecieli!



My tymczasem, korzystając z wolnego poszliśmy trochę pozwiedzać.

Część miasteczka czasy świetności ma dawno za sobą.
Jeszcze dość wcześnie, więc nie wszystko otwarte

A takie uzbrojenie przed Informacją Turystyczną
gdzie pracuje bardzo miły pan, który zachęcał do przymierzenia strojów i porobienia pamiątkowych fotek.

Na fontannie też karpie

Chmielaki to Chmielaki, więc piwo z rana... My też się skusiliśmy. Bo cóż to za Chmielaki bez degustacji. 

Godzinę pięćdziesiąt i czterdzieści dwie sekundy później:














Szczęśliwa trzynastka wbiega na metę.












Zawodnik regenerował się, posiłał i nawadniał, ja miałam czas na pogaduchy z przypadkowo spotkaną moją panią od łaciny, a potem także koleżanką z pracy.
A potem jeszcze chwila na spacer, zakupy i oglądanie. No dobra, więcej oglądania niż zakupów i spotkania  ze znajomymi. 



















Na koniec jeszcze szybki rzut oka i obiektywu do opuszczonej lodziarni i do domu. Po drodze spotkaliśmy łosia. Ale fotki nie ma, bo tylko kątem oka, przez szybę samochodu widzieliśmy jak lezie leniwie przez pole.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz