No ale gdyby nie lazł nie byłoby piwa, a gdyby nie było piwa nie byłoby Chmielaków.
Tak więc pojechaliśmy na Chmielaki, właściwie głównie po to, żeby towarzyszyć i obfotografować kolegę Mariusza, który biegł w Półmaratonie Chmielakowym.
Krasnystaw przywitał nas takim widokiem.oraz smętymi karpiami - herbem miasta.
A przy wejściu na stadion, w środku upalnego lata smutna choinka czekająca, jako i my czekamy, na chłodniejsze dni.
Taki piękny numer wylosował się naszemu biegaczowi
Młode pokolenie bierze przykład
Część miasteczka czasy świetności ma dawno za sobą.
Jeszcze dość wcześnie, więc nie wszystko otwarte
A takie uzbrojenie przed Informacją Turystyczną
gdzie pracuje bardzo miły pan, który zachęcał do przymierzenia strojów i porobienia pamiątkowych fotek.
Na fontannie też karpie
Chmielaki to Chmielaki, więc piwo z rana... My też się skusiliśmy. Bo cóż to za Chmielaki bez degustacji.
Szczęśliwa trzynastka wbiega na metę.
Zawodnik regenerował się, posiłał i nawadniał, ja miałam czas na pogaduchy z przypadkowo spotkaną moją panią od łaciny, a potem także koleżanką z pracy.
A potem jeszcze chwila na spacer, zakupy i oglądanie. No dobra, więcej oglądania niż zakupów i spotkania ze znajomymi.
Na koniec jeszcze szybki rzut oka i obiektywu do opuszczonej lodziarni i do domu. Po drodze spotkaliśmy łosia. Ale fotki nie ma, bo tylko kątem oka, przez szybę samochodu widzieliśmy jak lezie leniwie przez pole.



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz